Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
O mnie:
Mój mail:
Witam na moim blogu.
Mam nadzieje, że każdy odnajdzie na nim swoje zainteresowania i mile spędzicie czas na tej właśnie stronie. Lubie dodawać inne blogi do Ulubionych, więc bądźmy kwita i wy mnie równiez dodawajcie.
Sheina to mój pseudonim internetowy, w necie zawsze go używam, to samo na blogu. Nie chce was zanudzać, więc kończe, a wy dalej przeglądajcie sobie bloga. życze miłego
czytania notek. :)
Losowy opis GG:
opisy na gg
Losowy avatar:
avatary
Orishas Represent, Cuba (feat. Heather Headley)
Wiersze na konkurs recytatorski.
Wielkimi krokami zbliża się konkurs recytatorski warszawska syrena. Wybrałam już ( chyba wybrałam) dwa wiersze. Jeden dość smutny, a drugi wesoły i satyryczny. zaczne od smutnego:
__________________________________________________________________
Kot w pustym mieszkaniu
Szymborska Wisława
Umrzeć - tego nie robi się kotu. Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu. Wdrapywać się na ściany. Ocierać między meblami. Nic niby tu nie zmienione, a jednak pozamieniane. Niby nie przesunięte, a jednak porozsuwane. I wieczorami lampa już nie świeci. Słychać kroki na schodach, ale to nie te. Ręka, co kładzie rybę na talerzyk, także nie ta, co kładła. Coś się tu nie zaczyna w swojej zwykłej porze. Coś się tu nie odbywa jak powinno. Ktoś tutaj był i był, a potem nagle zniknął i uporczywie go nie ma. Do wszystkich szaf sie zajrzało. Przez półki przebiegło. Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło. Nawet złamało zakaz i rozrzuciło papiery. Co więcej jest do zrobienia. Spać i czekać. Niech no on tylko wróci, niech no sie pokaże. Już on się dowie, że tak z kotem nie można. Będzie się szło w jego stronę jakby się wcale nie chciało, pomalutku, na bardzo obrażonych łapach. I żadnych skoków pisków na początek. i wesoły: __________________________________________________ K. I. Gałczyński " Koń w Teatrze" Na próbę generalną satyrycznego programu przez pomyłkę do konia zaproszenie wysłano, że mamy zaszczyt et cet., że bardzo dobre miejsce, koń przyjechał, ale się spóźnił, żeby zrobić tzw. wejście. Woźni nie chcieli go wpuścić, aliści rzecze woźny do woźnego: — Szkoda łez, ja uważam, że lepiej go wpuścić, kolego, niby ta grzywa i rżenie, a może to nie jest byle kto? na oko koń, a w gruncie rzeczy może to jaki dyrektor; życie jest pełne pozorów, na pozór czasem koń czy zając, człowiek nie wpuści, a potem nieprzyjemności wynikają. I tu schylili głowy. Koń się znalazł w teatrze i przeszedł przed pierwszym rzędem na znak, że on czynnie i także. Przez cały czas przedstawienia stał głową do widowni obrócony, tam coś śpiewali, a on stał (z kopytem na poręczy) l tylko rozdzielał ukłony bezbłędnie, stosownie do osoby, raz serdeczne, raz nikłe, Jak by powiedział Lukrecjusz: suum cuique. W antrakcie kilku redaktorów poprosiło go o poemat (ew. pt. "Indonezja"), ponieważ koń opanował w mig wyrażenie "koncepcja" i siał nim na wszystkie strony, czasami dodając "aspekt!" ihahahaha koncepcja, ihahahaha aspekt. Ktoś go sfotografował, ktoś go nakręcił, dla kina, albowiem, co tu gadać, koń to rzecz sensacyjna. A w finale programu na scenie była namalowana trawa. Koń skoczył. I trawę zjadł. I dostał największe brawa. _________________________________________________
proszę o komentarze...
Głosuj (0)
Sheina 3/03/2007 15:15:07 [
Powrót ]
Skomentuj
ten o kocie jest fajniutki. a ten drugi zasłania ten głupi koń.
Natasha filcia 3/03/2007 18:16:05
| brak www IP: 83.6.206.191