Mam nadzieje, że każdy odnajdzie na nim swoje zainteresowania i mile spędzicie czas na tej właśnie stronie. Lubie dodawać inne blogi do Ulubionych, więc bądźmy kwita i wy mnie równiez dodawajcie.
Sheina to mój pseudonim internetowy, w necie zawsze go używam, to samo na blogu. Nie chce was zanudzać, więc kończe, a wy dalej przeglądajcie sobie bloga. życze miłego
czytania notek. :)
Zaczęło się 30 kwietnia . Przy ulicy Elektolarnej 26 m 55, IV p. - następna libacja alkoholowa i straszliwy płacz kota. Trwało to bardzo długo, dopiero około 24.00 Pani Elżbieta Szlicht nie wytrzymała i zapukała do sąsiednich drzwi. Nikt nie otworzył. Tylko płacz kota ucichł. Kot - biedaczek siedział za oknem na parapecie, nikt nie chciał wpuścić go do domu. Po pierwszej interwencji Pani Elżbiety kota wpuszczono do mieszkania. Cały następny dzień był spokojny, jednak Pani Elżbieta postanowiła porozmawiać z sąsiadami, znaleźć nowy dom dla kotka, który był maltretowany. Właściciele chcieli się go pozbyć. Sąsiadka prosiła o litość nad zwierzakiem, obiecała znaleźć nowych opiekunów. 6 maja znów libacja i wielkie nieszczęście. Kot przeraźliwie płakał. Około godziny 20.00 Pani Elżbieta zadzwoniła na policję z prośbą o interwencję. Bez żadnego skutku. Około godziny 21.00 zadzwoniła jeszcze raz - przyjechał łaskawie patrol. W momencie pukania do drzwi nr. 55 kota wyrzucono przez okno. Gdy policja weszła do domu, kota już tam nie było. Siedział zakrwawiony , w szoku, na chodniku przez domem. Policja wezwała pogotowie weterynaryjne, ale nikt nie przyjechał. Biedakiem zaopiekował się przypadkowy człowiek, którego o całej sytuacji poinformowała siostra żony - świadek wydarzenia. Pan Leszek Witecki bez zastanowienia zabrał z domu plastikową rynienkę, podniósł kota z chodnika i zaniósł do lekarza. Mimo podjętej próby ratowania około 23.00 kociak przestał oddychać.
Jak to możliwe, że policja przyjechała dopiero po drugim telefonie, a pogotowie weterynaryjne w ogóle?! Gdyby te państwowe instytucje zareagowały kotek jeszcze by żył!
Sprawa została zgłoszona do TOZ-u oraz bezpośrednio na komendę. Mam nadzieję, że sprawcy kociego mordu zostaną ukarani!
Jest to bardzo smutne. Ludzie są okrutni. Miejmy nadzieję, że wśród nas jest więcej takich ludzi jak Pan Leszek Witecki, czy Pani Elżbieta Szlicht, którzy pomagają bezbronny zwierzakom i stają w ich obronie. Proszę, nie patrzcie na to okrucieństwo! Walczmy z nim! Aleksandra Stanowska < źródło dla mnie - gazeta "Kocie Sprawy"
A teraz historia, która zdarzyła sie dzisiaj na moich oczach
To wydarzyło się 26 II br. Przy przystanku Urzędu Gminy w mojej miejscowości, przez ulicę próbował przejść mały piesek. Podobny do mopsa. Pies właściwie stał i nie sposób było go nie zauważyć! Niestety.... Akurat przejeżdżał dość spory samochód - żółty busik. Kierowca nie zobaczył pieska. To była jedna chwila... Piesek na ulicy - samochód - hałas odrzucenia i psiak leżał krwawiąc, na jezdni.
Na przystanku obok rannego psa stali ludzie! Nikt nie pomógł bezbronnemu zwierzakowi. Stałam po drugiej stronie ulicy z koleżanką. Gdy zobaczyłyśmy leżącego psiaka i zero zainteresowania ze strony "biernych widzów" pobiegłyśmy do małego. Niestety...psa nie dało się już uratować. Zobaczyłam tylko jego otwarte, niebieskie oczy. Krew ciekła mu z pyszczka. Łzy zakręciły mi się w oczach. Kawałek drogi dalej była Lecznica dla Zwierząt. Moglyśmy pobiec tam po pomoc, ale wydawało nam się to bezsensu. Piesek już nie oddychał.
Może i było w tej tragedii troszkę winy pieska, który jednak według mnie nic nie zawinił. Gdyby kierowca trochę bardziej uważał co dzieje się na drodze i nie jechał tak szybko,piesek pewnie skakał by teraz po śniegu! Ludzie na przystanku, rownież powini w jakiś sposób zareagować! To takie smutne...
Od razu mówię, opowiadania są prawdziwe!!!! Rozumiem, ze są na prawde smutne, ale niestety, prawdziwe. Ratujmy te bezbronne istoty! Mówmy NIE przemocy zwierzętom! Pomagajmy zwierzętom w potrzebie!
pozdrawiam moją przyjaciółke Olę K. oraz Anię Rz., która razem ze mną starała sie interweniować w zdarzeniu małego pieska.
<-----miejmy nadzieję, że nikt nie widzi kotów w ten sposób!